Przy porannej kawie

Przy porannej kawie – „Campo di Fiori”

Jednym z patronów roku 2024 jest Czesław Miłosz.


Wiele razy czytałam utwory Poety, jedne podobały mi się bardziej inne mniej. Tak po prostu jest. Jednym z utworów, które zawsze mnie zatrzymują to wiersz Campo di Fiori. Czym ujmuje mnie ten wiersz?
Wiersz „Campo de Fiori” to utwór, który porusza tematykę związana z II wojną światową i jej tragicznymi skutkami. Został opublikowany w tomie „Ocalony” w 1945 roku, tuż po zakończeniu wojny. Głównym wątkiem utworu jest opis placu Campo dei Fiori w Rzymie, gdzie w czasie inkwizycji spalono na stosie Giordano Bruno, włoskiego filozofa i teologa. Poeta w swoim wierszu ukazuje miejsce, gdzie dokonano zbrodni, a także wskazuje na to, że taka tragedia mogła się powtórzyć w czasie II wojny światowej.

W tym wierszu Czesław Miłosz zastosował różne środki stylistyczne, które podkreślają przesłanie utworu. Jednym z nich jest metafora „campo di fiori”, która w kontraście z rzeczywistością placu, na którym dokonano zbrodni, uwydatnia jej okrucieństwo i absurdalność.
Piękny plac a był świadkiem najgorszego. Poeta ma niesamowitą zdolność uchwycenia wielu płaszczyzn, do których w wersach się odnosi – do historii, kultury i filozofii, co wskazuje na uniwersalność problemów, które porusza.

Czytam sobie ten wiersz po raz enty i wiem, że interpretacja jest bardzo złożona i wielowarstwowa. Utwór ten stanowi przestrogę przed powtórzeniem się historii, a także zachęca do refleksji nad wartościami, jakie są dla nas ważne. Miłosz pokazuje, że zbrodnia popełniona na Campo dei Fiori była wynikiem braku szacunku dla wolności myśli i słowa, a także wynikała z ignorancji i nienawiści. Wiersz ten przypomina nam o konieczności obrony tych wartości, a także o potrzebie szacunku dla innych ludzi ich przekonań.

„Campo di Fiori”

W Rzymie na Campo Di Fiori
Kosze oliwek i cytryn
Bruk opryskany winem
I odłamkami kwiatów.
Różowe owoce morza
Sypią na stoły przekupnie
Naręcza ciemnych winogron
Padają na puch brzoskwini.

Tu na tym właśnie placu
Spalono Giordana Bruna,
Kat płomień stosu zażegnął
W kole ciekawej gawiedzi.
A ledwo płomień przygasnął,
Znów pełne były tawerny,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli przekupnie na głowach.

Wspomniałem Campo di Fiori
W Warszawie przy karuzeli,
W pogodny wieczór wiosenny,
Przy dźwiękach skocznej muzyki,
Salwy za murem getta
Głuszyła skoczna melodia
I wzlatywały pary
Wysoko w pogodne niebo.

Czasem wiatr z domów płonących
Przynosił czarne latawce,
Łapali płatki w powietrzu
Jadący na karuzeli.
Rozwiewał suknie dziewczynom
Ten wiatr od domów płonących,
Śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli.

Morał ktoś może wyczyta,
Że lud warszawski czy rzymski
Handluje, bawi się, kocha
Mijając męczeńskie stosy.
Inny ktoś morał wyczyta
O rzeczy ludzkich mijaniu,
O zapomnieniu, co rośnie,
Nim jeszcze płomień przygasnął.

Ja jednak wtedy myślałem
O samotności ginących.
O tym, że kiedy Giordano
Wstępował na rusztowanie,
Nie znalazł w ludzkim języku
Ani jednego wyrazu,
Aby nim ludzkość pożegnać,
Tę ludzkość, która zostaje.

Już biegli wychylać wino,
Sprzedawać białe rozgwiazdy,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli w wesołym gwarze.
I był już od nich odległy,
Jakby minęły wieki,
A oni chwilę czekali
Na jego odlot w pożarze.

I ci ginący, samotni,
Już zapomniani od świata,
Język ich stał się nam obcy
Jak język dawnej planety.
Aż wszystko będzie legendą
I wtedy po wielu latach
Na nowym Campo di Fiori
Bunt wznieci słowo poety.

Myślę sobie, że właśnie ta wielowarstwowość i aktualność przesłania Poety zatrzymuje. Tak samo, jak przy pierwszym i kolejnych czytaniach porusza i inspiruje. Jest ponad wszelkie podziały. Tak powinno przynajmniej być.

Visited 4 times, 1 visit(s) today

2 Comments on “Przy porannej kawie – „Campo di Fiori”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *