Moje wiersze

najzwyczajniej

będę czekał na brzegu rzeki
przytulony do snu jak do poduszki

Tadej Karabowicz

przebieram w palcach niedokończone
plątają się między nieregularnymi
dojrzałe wersy intensywnie pachną

wiosna przynosi to co jeszcze zostało
do wypełnienia w snach tuż przed świtem
gdy niebo jest tak blisko ziemi

wilgotnieją oczy na wątłej granicy
wschodu słońca gdy dotyka skóry
i zachodu kiedy głos zanika w ciszy
doskonale wiem że brzeg jest blisko
od czasu do czasu słyszę szmer wody

zbieram kamienie
i niepoprawnie maluję je na zielono
licząc na wypełnienie jeszcze
białych plam

Visited 1 times, 1 visit(s) today

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *