Przy porannej kawie

Bez mrugnięcia okiem – bardzo krótkie myśli

Bez mrugnięcia okiem

Jest taka dziwna zależność pomiędzy moim czytaniem a pisaniem. Im więcej czytam tym mniej piszę. Czas nie ma tutaj nic do rzeczy, ani ilość wypitych w ciągu dnia kaw. Tym bardziej odbieram to jako bardzo dobry odpoczynek od przymusu. Przymusu codziennego pisania (to nie znaczy, że kilka słów z przelatującej z prędkością światła myśli nie zanotuję). Karteczki odkładam i pozwalam im poleżakować.
Kiedyś pewnie bym się tym denerwowała, teraz stało się to rytuałem dla mojego własnego zdrowia. Mogę sobie na to pozwolić bez mrugnięcia okiem.

Porządki na półkach

Tak samo się ma przy czytaniu niepoezji a „Kamieniarza” Camilli Lackberg. To odrywa od romantyzmu i delikatności moich wytworów kameny. Wszystko w głowie przestawia i ustawia na zupełnie innych półkach. Co najważniejsze, nie czuję żadnych wyrzutów sumienia z tego powodu. Taki sposób podejścia do sprawy pozwala mi specyficzną wolność w pisaniu. Mogę napisać szkic wiersza, ale czy dzisiaj koniecznie muszę, bo się uduszę? Czy nie byłby to tylko krzyk rozdartej duszy, której i tak nikt nie przeczyta, bo będzie to któryś kolejny krzyk? Stawiam się w roli czytelnika i przyznam – nie jest to łatwe.

Kostka gorzkiej czekolady

Dlatego czasem potrzebuję oddechu. Wiem, że nie jest to mile widziane, ale nie będę się zmuszać do pisania o czymś co mi nie leży w temacie, miejscu, kolorze.
Skupiam wzrok na tym, co w szczególny sposób przemieszcza się na luźno rozrzuconych zapiskach. Piję kawę, sięgam po drugą kostkę gorzkiej czekolady i czuję się wolna. Cokolwiek to znaczy.

Visited 1 times, 1 visit(s) today

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *